#KNKSODKRYJ

Automaniak

Dlaczego zainteresowałam się takim "męskim" hobby? Nie wiem. Zawsze to było dla mnie oczywiste. Ba! Miałam nawet plan, że zostanę kierowcą wyścigowym, a potem rajdowym. Wielu pukało się wówczas w czoło, dając mi do zrozumienia, że zwariowałam. I w tym momencie muszę wspomnieć o owadzie, który się nazywa trzmiel. Otóż nad tym latającym stworzeniem pochyliło się mnóstwo naukowców - fizycy, matematycy, biolodzy. Wszyscy uważnie obliczali jego masę, analizowali trajektorię ruchu i orzekli zgodnie: 

- Trzmiel nie ma prawa latać. Jest za ciężki w stosunku do swoich małych skrzydełek. Nie utrzyma się w powietrzu. 

Ale wiecie co? Nikt tego trzmielowi nie powiedział. I w związku z tym on, nieświadomy niczego, LATA. I chyba tak samo jest ze mną. Nikt mi nie powiedział, że są marzenia, które się nie spełniają. Ani że dziewczynki nie powinny jeździć na motocyklach. Więc... po prostu to zrobiłam.

 

DAKAR


Start rajdu 28 stycznia 2001. Toyota Land Cruiser, Jarosław Kazberuk jako partner, jedziemy ze 118 innymi załogami osobowymi, 175 motocyklistami, 34 ciężarówkami i 79 pojazdami towarzyszącymi. Auto w rozsypce niemal od początku – padło zawieszenie, wspomaganie kierownicy, zaczęły wypadać biegi. Staranowani przez Nissana z konkurencyjnej załogi. Wciąż zasypani przez piasek, prowadziliśmy walkę o przetrwanie. Ostatecznie rajd kończymy na 44. miejscu. Rajd Dakar to najbardziej ekstremalne doświadczenie w moim życiu. Od początku wszystko było przeciwko nam – mieliśmy problemy z samochodem, szef naszych mechaników zginął w wypadku, trzech innych trafiło do szpitala. Musieliśmy sami naprawiać samochód. Walczyliśmy o przetrwanie, o elementarne rzeczy, takie jak jedzenie czy spanie. To było ciężkie doświadczenie, ale rajd ukończyłam.

 

TRANSSYBERIA


Pierwsza edycja rajdu, 2003 rok. 26 ekip, drugie miejsce wraz z Andrzejem Derengowskim w klasyfikacji generalnej. 37 dni, fantastyczne przyjaźnie, meta na Magadanie. To była pierwsza edycja, więc tym bardziej nabiera znaczenia. To historyczne wydarzenie – wziąć udział w pierwszym tego typu rajdzie. Trasa biegła z Gdańska do Magadanu przez Mińsk, Moskwę, Irkuck, Jakuck. Największe wrażenie zrobiła na mnie piękna, bezkresna Syberia. W sensie off-roadowym trasa może nie była bardzo ciężka, ale dużym sprawdzianem okazała się jej długość. Mieliśmy do pokonania 14 tys. km w 30 dni. Ogromne zmęczenie sprzętu i ludzi to największe problemy, z jakimi przyszło nam się zmierzyć. Cała impreza stała się okazją do sprawdzenia siebie, swojej wytrzymałości i hartu ducha…