#KNKSODKRYJ

Spitsbergen

Arktyka, archipelag Svalbard, okolice Bieguna Północnego.

Spitsbergen jest największą wyspą Svalbardu. Nic się tutaj nie rodzi, przez 3 miesiące w roku panują tutaj kompletne ciemności, a jednak żyją tu ludzie, którzy ten kraniec świata wybrali sobie na własne życzenie. To ekstremalne miejsce, prawie nic tu nie rośnie, ludzie mieszkający tutaj potrzebują dostaw jedzenia, by przeżyć. Nie da się tutaj funkcjonować w oparciu o naturę. Nie ma rdzennych mieszkańców, a większość z tych, którzy przyjeżdzają tu mieszkać - wg mojej Bohaterki - jest szalona. Longyearbyen to najbardziej na północ wysunięta osada ludzka. Panujące temperatury mogą niejednego złamać - zimą dochodzą do -30 stopni (czasem nawet do -45!). Kobiety, które tu żyją są absolutnie wyjątkowe. Silne i niezależne. 


 
 
 

Spitsbergen to świat mężczyzn - trzeba mieć mięśnie, trzeba szybko jeździć. Żeby być przewodnikiem po Arktyce trzeba umieć posługiwać się bronią i znać zasady bezpieczeństwa na wypadek spotkania z niedźwiedziem polarnym. Teraz mieszka tu ok. 2,5 tys. Ludzi, a niedźwiedzi polarnych w tych okolicach jest od 3 do 5 tysięcy. Do spotkań z nimi dochodzi często. 

W Longyearbyen każdy, kto ukończył 18 lat, może się ubiegać o licencję na broń, do ochrony przed niedźwiedziami. Polowania na nie są zabronione. Na Svalbardzie od 45 lat niedźwiedzie polarne znajdują się pod ścisłą ochroną, za jego nieuzasadnione zabicie grozi grzywna i więzienie. Rocznie ginie przynajmniej 1 niedźwiedź zastrzelony przez człowieka w obronie własnej. Każda śmierć tego zwierzęcia musi być wyjaśniona w drodze śledztwa. Broń palna jest prawie w każdym domu. 

Pierwsi ludzie zamieszkali na Spitsbergenie w 1906 roku. Zostali tutaj przywiezieni, żeby wydobywać węgiel. Dziś w Longyearbyen z 7 działa już tylko 1 kopalnia. Ale miasteczko rozrosło się tak, że ma nawet własny uniwersytet, kilka sklepów, pubów i parę osiedli. 

Moja bohaterka, Ana Lena ma dwójkę dzieci - Mię i Erica. Mieszkają na Svalbardzie całe swoje życie. Za każdym razem, kiedy gdzieś wyjeżdżają reagują na widok drzew tym samym zdziwieniem i entuzjazmem. U nich tego nie ma :-) Ana śmieje się, że dzieci wychowane tutaj są twardsze niż dzieci wychowane w innych krajach skandynawskich. Nie chodzą wyprostowane, tylko pochylone - wychowane zgodnie z północnym wiatrem. Latem wszystkie dzieciaki kąpią się w morzu - temperatura wody to 3-4 stopnie!

Obecnie w Longyearbyen jest ok. 50 różnych narodowości. Największa grupa to Norwegowie. Potem są Tajowie, Szwedzi, Filipińczycy, Brytyjczycy. Średni czas przebywania tutaj to 3-4 lata. Podstawowa zasada panująca tutaj mówi, że jeśli chcesz tu zostać musisz być w stanie się utrzymać. Na Spitsbergenie nie istnieje bezrobocie i bezdomność. Nie ma tutaj także emerytur i pomocy socjalnej. Każdy musi pracować. 

 

Przez 3 miesiące w roku panują tutaj totalne ciemności, przez 3 miesiące lata słońce świeci non stop. Dzień i noc polarna to dla człowieka prawdziwe wyzwanie. Niewiele osób jest w stanie żyć w takich warunkach. Zaledwie 100 osób wytrzymało na Spitsbergenie dłużej niż statystycznych kilka lat. To w większości ekscentrycy, jak moja druga bohaterka - Mary Ann Dahle - właścicielka najdziwniejszego budynku w mieście, hotelu Polarigg. Przyjechała tutaj 20 lat temu. Wtedy Longyearbyen wyglądało zupełnie inaczej. Prawie nie było samochodów, a tylko psie zaprzęgi i skutery śnieżne. Kiedy Marry Ann kupowała budynek hotelu wszyscy pukali się w głowę - był ruiną. Doprowadziła go do świetnego stanu, wszystko zawdzięcza swojej ciężkiej pracy. Każdego dnia pracuje po 16 godzin.

Jak sama mówi o sobie: „Jestem bardzo silna, niełatwo mnie zranić.”

„Żeby tu wytrwać trzeba być silnym, nie można mieć żadnych zaburzeń. Ta Wyspa bardzo zmienia ludzi. Wszyscy żyjemy tu przecież w zamknięciu. Czasem pojawiają się myśli samobójcze, wtedy najlepiej rzucić wszystko i uciekać” - Mary Ann 


„Jeżeli dopadnie cię depresja, wyprowadzisz się - to naturalna selekcja” - Anna Lena


Ana Lena przyjechała na Spitsbergen tylko na tygodniową wycieczkę, a kiedy usiadła z kubkiem kawy pojawiło się ogromne poczucie bycia w domu. Niektórzy nazywają to arktyczną gorączką. Podobno przypomina stan zakochania. „Każdego dnia Svalbard sprawia, że jestem z siebie dumna. Zmienił mnie w arktyczną osobę. W dumną, arktyczną kobietę”.