#KNKSODKRYJ

Australia

Poznajcie Shirley Ross, właścicielkę Parku Parndana Wildlife na Wyspie Kangura i jej podopiecznych. Historia tego Parku rozpoczęła się zupełnie przypadkowo. Mąż Shirley, Russe,l któregoś dnia znalazł na drodze małego kangura i przywiózł go do domu. Nigdy nie planowali, że Park stanie się on tym, czym jest dzisiaj. Razem z mężem myśleli raczej o kilku klatkach z ptakami, w ramach hobby. Ale zwierząt wciąż przybywało i przybywało.

 

Wyspa Kangura została odcięta od Australii około 10 tysięcy lat temu na skutek podniesienia się poziomu oceanów i do 1802 roku, kiedy to oficjalnie odkrył ją angielski żeglarz Matthew Flinders, uchodziła za bezludną. Skąd się wzięła ta mało wyrafinowana nazwa? Kiedy Flinders płynął wzdłuż jej wybrzeży, nie zobaczył między drzewami ani szałasów, ani tubylców machających do niego kwiatami, zaskoczyła go za to niezwykła obfitość kangurów.

 

W Parku Parndana przebywają kangury, koale, walabie, ptaki wodne, ptaki drapieżne, sowy, krokodyle… i można by tak jeszcze wymieniać. Mimo, że kangury wydają się nam słodkimi zwierzakami, potrafią być naprawdę niebezpieczne. Kiedy stają na baczność to sygnał, żeby się od nich odsunąć. Kiedy są wyprostowane, mogą złapać przednimi łapami i kopać tylnymi.

 

W 1996 roku zaczęły do państwa Ross napływać zapytania od różnych firm, które chciały przywozić do ich parku wycieczki z turystami. Wtedy to właśnie doszli do wniosku, że to najwyższy czas, żeby zacząć myśleć o ich działalności poważnie. I tak jest do dziś. Shirley może utrzymać park dzięki opłatom za bilety wstępu i wpływom z niewielkiego sklepiku z pamiątkami. Razem mają około 1500 zwierząt. Wykarmienie ich wszystkich kosztuje bardzo dużo i jest sporym wyzwaniem. To wielka restauracja, tyle że dla zwierząt. Niektóre produkty kupują, zbierają też resztki jedzenia ze sklepów i restauracji.

 

Państwo Ross mają też farmę, na której hodują owce i bydło. Ale tutaj nie mają aż tak dużo pracy. Dzięki Maksowi - czarny pies sumiennie wyręcza z obowiązków. Maks jest w stanie upilnować ogromne stado owiec, rozmawialiśmy o tysiącach owiec, tak bardzo jest zaangażowany. Na fermie mieszka też ulubieniec męża Shirley - świnia George. Potrafi aportować i reagować na komendę „siad” - kiedy ma na to nastrój oczywiście.

 

W sercu Shirley specjalne miejsce zajmują koala. Opiekowanie się nimi sprawia jej wielką przyjemność. Uważa, że są niezwykłe. Potrafią spać przez 20 godzin na dobę, natomiast przez pozostały czas jedzą. Wyglądają słodko, ale nie są łagodnymi zwierzakami. Do tych dziko żyjących nie ma nawet co podchodzić - od razu gryzą i drapią.

 

Kangury i koala nie mają naturalnych wrogów. Oprócz człowieka. Te pierwsze bardzo często wpadają pod koła samochodów, ale są też zestrzeliwane. Shirley nie płacze już na widok martwych zwierząt, przyzwyczaiła się do śmierci. Jednocześnie z pełnym zaangażowaniem opiekuje się osieroconymi maluchami, dając im całą swoją miłość i troskę. Odchowała ich około 300. Niestety ich dzieci nie wyraziły chęci kontynuowania ich dzieła. Rossowie zmuszeni są szukać innego rozwiązania, kiedy oni już nie będą w stanie zajmować się parkiem. Któregoś dnia będą musieli go sprzedać lub zamknąć.