#KNKSODKRYJ

Indie

Podobno przynoszą nieszczęście. Ich dotyk jest skalany. Ich obecność to zły omen. Ich największą winą jest to, że przeżyły swoich mężów. W poszukiwaniu odkupienia grzechów, przybywają do świętego miasta Waranasi, które jest rajem dla zbierającej żniwo śmierci.

 

Waranasi to jedno z najstarszych miast świata. Liczy 3 tysiące lat. To także święte miasto hinduizmu, dlatego wielu mieszkańców Indii chciałoby przyjechać tutaj, żeby umrzeć. Jestem tutaj, żeby poznać kolejną kobietę na krańcu świata. Jest wdową, ale tak naprawdę została pochowana jeszcze za życia. Po śmierci męża została wyrzucona na ulicę. Savitrivi Khanal przyjechała do Świętego Miasta, żeby poczekać na swoją śmierć i osiągnąć wyzwolenie z kręgu narodzin.

 

W myśl lokalnych zwyczajów, po śmierci męża to nie kobieta dostaje majątek tylko jej synowie. Matka jest więc dla nich ciężarem, bo muszą ją utrzymywać. Zwykle to właśnie syn, albo rodzina męża podejmuje decyzję o wyrzuceniu wdowy z domu. Jeśli mają odrobinę szczęścia trafiają do aśramów. W tym, w którym znajduje się Savitrivi, mieszka 19 wdów. Aśram jest dla tych kobiet zarówno schronieniem jak i miejscem wygnania. Ich życie to czekanie na śmierć.

 

W Indiach kobieta przez całe życie jest zależna od mężczyzny. Od momentu urodzenia władzę nad nią sprawuje ojciec. To on mówi jej co ma robić, rządzi jej życiem. Po ślubie tę rolę przejmuje mąż. Po jego śmierci kontrolę nad życiem wdowy zaczyna sprawować syn. Ani przez chwilę kobieta nie jest panią własnego losu. Savitrivi miała 5 lat i 2 miesiące kiedy wyszła za mąż. Jej mąż zmarł w wieku 32 lat, kiedy ona skończyła lat 27. Teść wyrzucił ją na ulicę.

 

Przez całe stulecia obowiązywała w Indiach tradycja, zgodnie z którą wdowy umierały na stosach pogrzebowych swoich mężów. Gdy ciało męża kładziono na stosie i podpalano wdowa kładła się razem z nim. Była palona żywcem. Rytuał ten nazywano sati, czyli w dokładnym tłumaczeniu sanskrytu: dobra kobieta. Ostatni przypadek popełnienia sati miał miejsce zaledwie kilka lat temu. Stosy pogrzebowe płoną przy rzece przez 24 godziny na dobę, bez przerwy, od tysięcy lat.