#KNKSODKRYJ

Filipiny

Cmentarz to jedno z tych miejsc, gdzie automatycznie stajemy się poważni. To miejsce gdzie z reguły panuje cisza i zaduma. Są jednak takie miejsca na ziemi, gdzie cmentarz to synonim domu. Manila – stolica Filipin to miasto o jednej z największych na świecie gęstości zaludnienia. Ciężko się tu ludziom pomieścić i w związku z tym niektórzy wybierają do życia najdziwniejsze miejsca. Przynajmniej dziwne z mojego punktu widzenia.

 

Moją bohaterką jest Anelaine Banaga. Ma 37 lat i od 13 lat mieszka na cmentarzu z mężem i 5 dzieci. Nie obawia się swojego miejsca zamieszkania, dzieci również, ponieważ żyją tu od urodzenia. Wspomina, że nigdy nie widzieli zjawy bądź ducha oraz bardziej boją się żywych niż umarłych, ponieważ to żywi kradną ich rzeczy.

 

Trzeba przyznać, że jak na cmentarz to, to miejsce naprawdę tętni życiem. Mieszka tu około 10 tysięcy osób to jest mniej więcej tyle, co w naszym Ciechocinku. A jeśli chodzi o umarłych – pochowano tu około miliona osób i codziennie są nowe pogrzeby. Wszystko to na powierzchni 54hektarów. Nie ma możliwości, bym zwiedziła ten teren na piechotę. Młodzież gra w koszykówkę, chodzi na dyskoteki. Toczy tu się normalne życie.

 

Nie można jednak zapominać, że jest to cmentarz, W ciągu dnia odbywa się średnio 50 pogrzebów. W niedziele jest ich najwięcej, blisko 100. Gdyby nie to, że jesteśmy na cmentarzu, to pomyślałabym, że odbywa tu się nieustająca impreza, mnóstwo ludzi, głośna muzyka, wszyscy chodzą uśmiechnięci. Trzeba przyznać, że zwyczaje pogrzebowe na Filipinach a w Europie są trochę inne. Ten cmentarz to prawdziwe miasto, Jak każde miasto ma też własnego zarządcę. Cmentarz jest otwarty od 6 rano do 18. W wyjątkowych sytacjach można poprosić strażnika, by wypuścił poza godzinami otwarcia. Nie można wchodzić i wychodzić o dowolnej porze.

 

Analine zaprowadziła mnie w miejsce, skąd wyprowadziła się zaledwie 2 miesiące wcześniej. Mieszkali w znacznie gorszych warunkach, gdzie od deszczu chroniło ich zaledwie drewniane zadaszenie. Na Filipinach podczas pory deszczowej deszcz nie pada, tu po prostu leje. Wszystkie ulice i alejki zmieniają się w rwące rzeki. Wyobraźmy sobie, co to znaczy nie mieć wtedy dachu nad głową. To oznacza, że wszystko jest mokre, a dzieci są non stop chore.

 

“Prawie wszyscy tutaj mamy dach nad głową. Mieszkamy za darmo Jedyne, o co proszą właściciele grobów to by je sprzątać i troszczyć się o zmarłych. Nie każą nam płacić żadnego czynszu. Zwykle dostajemy 2,5 dolara za miesiąc pracy. Za rok wychodzi wiec 30 dolarów. Jeśli właściciel chce, bym sprzątnęła grób na specjalną okazje jak rocznica urodzin czy śmierci zmarłego to płaci mi dodatkowo 2,5 dolara. Nie uważam, że jest to ciężka praca, ja tylko sprzątam swój dom.”

 

Rodzina Aneline nie stać na to, by gdziekolwiek wyjechać. Nie wiedzą nawet, jak wygląda świat poza cmentarzem. Puki co pozostają im wyłącznie marzenia. “Marze by moje dzieci skończyły szkole, miały prace i nie doświadczały życia, które ja im dałam. Chciałabym by żyło im się lepiej, na zewnątrz cmentarza.”